Gdy rozpoczęliśmy przygotowania do tegorocznego Marszu, zastanawiałem się, jak postać rotmistrza Pileckiego można przedstawić współczesnemu człowiekowi. Jak jego niesamowite bohaterstwo w czasie wojny można wykorzystać w czasie pokoju? W czym jest nam wzorem do naśladowania? Jaka jego cecha jest tą cechą współcześnie najbardziej zaniedbaną? I gdy się tak zastanawiałem, doszedłem w końcu do wniosku, że tą cechą jest, proszę państwa, męstwo.

 
Bo czym jest męstwo? Męstwo to umiejętność wzięcia za siebie i na siebie – co jest równie ważne – odpowiedzialności. Nie chowanie się za innymi, którzy jakoby wiedzą lepiej i są lepiej przygotowani. Nie. Męstwo to odważne podejmowanie decyzji, decydowanie o samym sobie i o otaczającym nas świecie, ale także umiejętność bezinteresownego podjęcia ryzyka w imię ideałów.
 
Witold Pilecki z pewnością był osobą charakteryzującą się tą cechą. My tutaj już opowiadaliśmy historię jego życia. Najpierw brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, później w kampanii polskiej 1939 roku, działał w konspiracji. Później przyszły te chwile, który uczyniły z niego postać wręcz bajkowego herosa, czyli najpierw celowo dał się schwytać Niemcom i przewieźć do Auschwitz, później zorganizował ruchu oporu, a następnie uciekł z obozu śmierci. Ale to przecież nie było wszystko. Później brał udział w Powstaniu Warszawskim, a po jego klęsce uczestniczył w kampanii włoskiej pod dowództwem gen. Andersa.
 
Słuchając o tych wszystkich niebywałych czynach, musimy sobie jednak uświadomić, że Witold Pilecki wcale nie musiał tego wszystkiego robić. Nie musiał. Nie było to zapisane w gwiazdach. Nikt nie stał nad jego głową i nie wtłaczał mu: „Musisz być ochotnikiem do Auschwitz”. Nikogo takiego nie było. On sam, z własnej woli, skontaktował się z dowództwem wojska polskiego i przedstawił plan przedostania się do obozu zagłady. To była jego decyzja.
 
I w tym właśnie kontekście, warto zastanowić się, kiedy to my przychodzimy do naszych zwierzchników i przedstawiamy własne pomysły, własne plany, a kiedy jesteśmy tylko zwykłymi wykonawcami tego, co nam każą. Kiedy jesteśmy po prostu samodzielni, a kiedy jesteśmy skazani na „wypełnianie rozkazów”.
 
Ale cnota męstwa konieczna jest także w innej sytuacji. Ta cnota odwagi, bezwzględnie wymaga od nas, abyśmy nie bali się wyrazić własnej opinii. We współczesnej rzeczywistości tak bardzo skażonej poprawnością polityczną i presją wykluczenia tych, którzy nie wpisują się w główny nurt, ujawnienie swoich poglądów niejednokrotnie może się wiązać z szyderstwem i kpiną, ale to, jak pokazuje przykład rotmistrza Pileckiego, jest, proszę państwa, niewielka cena.
 
Dzisiejszy Marsz rozpoczęliśmy od Mszy Świętej, ponieważ my się krzyża nie wstydzimy. Maszerujemy z biało-czerwonymi flagami, bo my się tej flagi i wszystkiego, co się z nią wiąże, nie wstydzimy. Dlatego warto kierować się w życiu męstwem, warto stawić czoła i narazić się na nieprzyjemne konsekwencje. W imię wyższych wartości. Nie rezygnujmy! Nie bądźmy konformistami. Warto być odważnym!
 
Jan Bondyra, student V roku Zarządzania na KUL JPII, prezes VM
 
Tekst przemówienia wygłoszonego 13 maja 2011 roku na zakończenie Marszu Rotmistrza w Lublinie.